Zdradzony o świcie!

Wracam do domu o świcie z gitarą
Jak zwykle nieco podchmielony
Wtem widzę przyjaciela z fujarą
We wnętrzu mojej żony.

Chwytam bez chwili namysłu po szpadę,
By odebrać obojgu życie.
Wszak można wybaczyć zdradę,
Ale nie – z d r a d ę   o   ś w i c i e !

Opublikowano Bartłomiej Wanot | Otagowano , , | 1 komentarz

Dlaczego Jan Kochanowski śmiałby ci się w twarz, gdyby stąpał wciąż po tej ziemi

Skonsultowałem się z lekarzem lub farmaceutą:
Myślenie powoduje impotencję.
Jak przejrzyście zatem widać,
Kto wiersze li tylko wymyślał,
A kogo czyste natchnienie nawiedzało
I kto prawdziwie wielkim poetą był…

O Medycyno!
Tyś największą spośród nauk!

Opublikowano Kamil Mirosław | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Do Józefa

widzę, jak cię to zżera,
dzień po dniu, miesiąc za miesiącem.
historia, co zastyga wokół ciebie jak żywica.

cholerny piątek.
czas zapłaty.
szykujesz się.

insomnia, infamia, iniekcja do opłucnej,
impotencja, impertynencja, implantacja ostrego narzędzia.
zmień towarzystwo, ucz się, rzuć dwa grosze,
zarób dziesięć, staraj się, mówili, dobrze radzili,
ale słowa słowami były i słowami pozostały.
karolowi się nie oprzesz.
karol wejdzie, karol weźmie, co jego, karol wyjdzie,
karola popamiętasz,
nieistotne, co zakrywasz figowym listkiem.
inercja.
najlepsza taktyka.
po prostu się poddaj,
a może nie tylko ostrze przeszyje twoje ciało,
ale i promienie poranka stężałe powieki.
jeszcze raz soczewkę pobudzą do pracy.
wstaniesz, zwilżysz twarz, tłustą grabą przejedziesz po grzywie,
siądziesz i zapalisz, wypijesz na drogę,
wstaniesz i wyjdziesz.
i tyle cię widzieli.

fetor. po prostu fetor.
wymienili wszystkie kwiaty:
smrodwalie, odorczyki, tugnijpany.
piękna sobota w miejskim parku,
tylko ty zaburzasz kompozycję.
powiedz no, masz pojęcie,
ile dzisiaj ciepła wyprodukują twoje jelita?
ile impulsów na minutę nadaje twój mózg?
co ty w ogóle wiesz o sobie samym?
że łoją ci dupę co tydzień.
że matka ci umarła, a ojciec na wojnie
albo w więzieniu
albo był marynarzem.
że ciotka ortodoksyjna i komiczny przedziałek.
tak, lituj się nad sobą samym,
wskocz w zakwitającą toń stawu,
nie spłosz kaczek.
nie zawiniły.

nie jesteś wilhelmem tellem.
nie masz celnego oka,
celnych myśli zresztą też.
to ty malowałeś w lascaux.
wielkie mi mecyje.
dusza – to nie są trzy przejrzyste krople,
nawet nie krwiste,
nawet nie połyskujące jak rtęć.
nie udowodnisz nikomu, że ją masz.
oni sami też jej nie mają, nie uwierzą.
daj spokój.

wrzosowisko?
nie twoja bajka.
mont blanc?
sam musiałbyś być swoim bogiem i carem.
czy zefir cię przeleci, czy boreasz,
czy popchnie cię szał czy nienawiść,
poddaj się, płyń z nurtem.
inercja. nie przeciwstawiaj się.
to bez sensu.
karol zawsze cię znajdzie.
głód zawsze trafi do twojego żołądka.
nogi zawsze się połamią, gdy będziesz uciekać.
zawsze. sądzili nad tobą, gdy jeszcze rozpychałeś macicę.
wydali wyrok.

poddaj się prądom, rzucą cię o skały,
zaboli mniej.
zaufaj grawitacji, rzuć się w głębię,
jeśli zasad pojąć nie potrafisz.
to są tylko słowa.
były, będą, zbledną, znikną,
ale jeśli przeżyjesz kolejny dzień,
mimo gwałtów w każdej sferze,
będziesz o krok bliżej mety.
a tam los może wreszcie się odmieni,
może znajdziesz sens, karolowi zmiażdżysz czaszkę,
zalejesz woskiem uszy, bielmo zakryje ci oczy
i może wreszcie będzie szczęście,
nagroda za wytrwałą bierność.
kto ryzykuje, ten traci,
tobie to nie grozi.

ale może nie być nic.
nic nie zrobiłeś.
byłeś nikim.
nic na ciebie nie czeka.
i gdyby jeszcze tylko o tobie pamiętali,
nazajutrz miasto przywitałby nagłówek:
józef k****,
kompletne, skończone zero.

Opublikowano Kamil Mirosław | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

“My, dinozaury” [Charles Bukowski "Dinosauria, we"]

Charles Bukowski
“My, dinozaury”
tłumaczenie: syn Andrzeja

zrodzeni właśnie tak
w to wszystko
gdy zbielałe twarze się uśmiechają
gdy Pani Śmierć rechocze
gdy windy się zarywają
gdy polityczne reżimy upadają
gdy w dyskontach pracują ludzie po studiach
gdy zaropiałe ryby wypluwają wraz z ropą swe ofiary
gdy słońce jest skryte

jesteśmy
zrodzeni właśnie tak
w to wszystko
w te starannie oszalałe wojny
w pejzaż pustki zza rozbitych okien fabryk
w knajpy w których ludzie już ze sobą nie rozmawiają
w przepychanki które kończą się strzelaninami i rzeziami

zrodzeni w to wszystko
w szpitale tak drogie że taniej już umrzeć
w prawników liczących sobie tyle że taniej przyznać się do winy
w kraj gdzie więzienia są pełne a psychiatryki pozamykane
w miejsce gdzie tłuszcza doprowadza idiotów do chwały i bogactwa

zrodzeni w to wszystko
brnąc przez to i próbując przeżyć
umierając wskutek tego
oniemiali wskutek tego
wysterylizowani
zdeprawowani
wydziedziczeni
wskutek tego
ogłupieni przez to
wykorzystani przez to
przywiedzeni do szaleństwa i chorób przez to
przywiedzeni do agresji
odwiedzeni od człowieczeństwa
przez to wszystko

serce jest sczerniałe
ręce próbują sięgnąć gardła
broni
noża
bomby
ręce próbują sięgnąć obojętnego boga

ręce sięgają po butelkę
tabletkę
proszek

jesteśmy zrodzeni w tę rozpaczliwą śmiertelność
jesteśmy zrodzeni w zadłużony na 60 lat rząd
który wkrótce przestanie zwracać uwagę na swój dług
a banki zapłoną
pieniądze będą bezużyteczne
ulice staną się miejscem niekontrolowanych mordów
broń trafi w ręce linczujących tłumów
grunt będzie bezwartościowy
resztki pożywienia staną się jedyną wartościową rzeczą
broń jądrowa zostanie przejęta przez masy
wybuchy będą bezustannie wstrząsać ziemią
napromieniowane cyborgi będą tropiły się wzajemnie
wybrańcy i bogaci będą obserwować to ze stacji orbitalnych
piekło Dantego będzie wyglądało przy tym jak plac zabaw

słońce będzie niewidoczne i będzie trwała wieczna noc
drzewa obumrą
cała roślinność obumrze
napromieniowani ludzie będą jeść mięso napromieniowanych ludzi
morza będą skażone
jeziora i rzeki wyschną
deszcz będzie nowym złotem

ciemny wiatr będzie niósł smród zgniłych ciał ludzi i zwierząt

garstka ocalałych padnie na skutek nowych potwornych chorób

a stacje orbitalne w końcu się rozpadną
wyczerpawszy zasoby
naturalna konsekwencja całkowitego rozkładu

i nastanie najpiękniejsza cisza nigdy niezasłyszana

zrodzona z tego.

słońce wciąż przyczajone

wyczekujące kolejnego rozdziału.


Opublikowano syn Andrzeja | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

Autoportret

Nic nie cieszy, nikt nie bawi
Funta kłaków życie warte.
Do głupszych czuję pogardę
Do mądrzejszych – nienawiść.

Nie mam pojęcia już jak żyć,
Daj mi siły, Jezu Chryste…!
Nade mną niebo gwiaździste,
A   w e   m n i e  -  n i e   m a   j u ż   n i c.

Opublikowano Bartłomiej Wanot | Otagowano | 3 komentarzy

Każdymarzec (Do siebie, do ciebie i do ludzi)

W środę obchodziliśmy Światowy Dzień Poezji. Ten też dzień w kalendarzu wyznacza początek wiosny. Z pewnym opóźnieniem prezentuję tekst na obie te okazje. Świadom jestem miałkości jego formy, wymuszoności i wszelkich niedoróbek, ale pewne obserwacje poczynione w czwartek w Gliwicach i gra słów nie dawały mi spokoju i musiałem je w czymś wykorzystać.

Wiosny nie czyni jedna jaskółka.
Nawet na nie uwagi nie zwracam,
Latem tylko przed nosem jakaś przeleci…
Nie tędy droga do zrozumienia.

W astronomii rozwiązania szukać darmo.
Co tam gwiazdy, układy planet,
Nawet w promieniach słonecznych,
Liżących twarz jak wierny pies.

Czy mogę prawdę ludziom objawić?
W czym ten sekret tkwi?
Posłuchają czy zignorują?
Okiem rzucą, ramionami wzruszą, pójdą dalej…

Ale czas najwyższy!
Nie wiedzą – niech wiedzą,
Może czyjeś uszy będą żyzną glebą?;
Spróbuję, czy mi coś szkodzi?

Nie w niebo wam patrzeć, nie zadzierać tak nosa;
Nie wstecz zerkać, ku minionym budynkom i wspomnieniom,
I nie ważcie się w horyzont wbijać wzrok,
Przed siebie brnąc mimo wszystko.

W bruk wzrok wtopić,
Trochę ponad nim – jeszcze lepiej!,
Nie, nie tak, może tu zerknijcie,
Ja wam pokażę!

Jak co roku, wreszcie się pojawiłaś,
Niby zesłana, by dać proroczy znak…
Prawdziwą gwiazdę jaśniejącą
Nie znajdziesz na nocnym sklepieniu.

Bo ona – lśni na Ziemi!

Znowu chodzi o twoje nogi,
Gdy nagle pojawiasz się przede mną,
Znowu całą moją uwagę skupiasz
Na wiosennej twojej łydce!

To już tyle lat, a ja?
Za każdym razem tak samo zaskoczony.
Kto by się ciebie spodziewał
W taką szarówę i w takiej szarości…

Zmieniłaś porę, miasto też inne,
spódniczka też nie ta sama,
Również twarz, z pewnością!
Lecz przecież ani razu jej nie widziałem.

I ten kształt… Taki inny…
Gładki, krągły, perfekcyjny!
Nieco zakryty, by pięknem nie oślepić…
Nogi, nogi, nogi, których nigdy nie chcę zgubić!

Puste mrzonki, prawda?
Pojawiasz się przecież i zaraz cię nie ma -
Nie suniesz już po chodniku,
Ale – czy to kto zauważy?

Zatrzymałaś się na siatkówce,
Krążysz po mózgu zwojach,
Szepczesz “Wiosna!” wciąż do ucha,
Godzina minie, nim swój błąd spostrzegę.

Jak co roku, dowiodła swego heroizmu
Rozpoczęła wiosnę, wiosnę, prawdziwą wiosnę!
A ludzie, tak nieczuli i martwi,
Zasługi przypisują paru kroplom rtęci.
Może posłuchają!

Otwórzcie umysł, wyrzućcie troski,
Pozbądźcie się wszelkich planów!
zwolnijcie, nie spieszcie się,
Głowę spuśćcie, spójrzcie w dół…

A jej – się nie spodziewajcie.

I kiedy w końcu się ukaże,
Na parę mrugnięć powieką…
“Tyle wiosny w twojej łydce!”
Każdy ma rzec!

Chodnik! Lekki wiatr! Dziewczyna!
Spódniczka! Łydki! Wiosna!
Każdy ma rzec!
Każdymarzec!

Opublikowano Kamil Mirosław | Dodaj komentarz

Wersy versus wersy

Lubię banany
Banany
Ja je lubię
Czy ty lubisz je też
A czy twoja mama lubi jeeeeee
Jebany batacie
Szokolate Szokolate
Batatyyy
Maniooook
Lubię manioook

Helena Helena Helena
Hasło z krzyżówki teraz będzie
Bohater płci żeńskiej
Bohaterka
Bo hejterka
A co napisałby Firlej
Heroina
Helena była starożytną heroiną
Helena w żyle
Złota
Helena i.v.
Złota Helena w żyle złota
Helena
IV
Złoto, hel
W. p.n.e
Metal szlachetny, gaz szlachetny
Helena IV w PNE
Szlachetna Helena
Argon, Aragorn, bohater
Hel, Helena, heroina
Heros i jego eros
Erotyka polityka
Sylwester
Partia, syndykat
Silvio
Silver
Klasa i klika
Srebrny
I jego kolega
Francuz
I z żoną
Żarłkozy
Carla Bruni
Bruno karzeł
Absolute beginners
Co kuwa
Kuco Wa
Kuco Wawa
Kac Wawa
Helena, kwas i trawa
Kawa Wawawawawa
Kawucha
KWh
Siwucha
Kilowatogodzina
Ssij w ucha
Kilo waty w godzinę
Obżarty bachor
Kurwa, ty w godzinę
Kurwa, ty w minutę
Krótkodystansowiec
Constans i sto owiec
Ty w minutę
Swojem fiutem
Efiutem
Na swą nutę
Smarujesz obraz Matejki knutem
Knutellą
Amelią
Ellą Ellą E E E
Niedzielną
Niedzielnym
Gościem

Gość w dom
Bóg w dom
Dom z buku
Dom zbuków
Zbukowski Karol
Dom zboków
Karol kot
Z szynką wlazł
Kot, który został wieprzem
Perły przed wieprze
Z szynką wlazł
Naddnieprze
Wieprzową
Pieprze
Sole
Kwasy i zasady
Szynka wieprzowa nad Dnieprem
Reguły normy niestosowane
A ja lubię mamę
Mamę lubię
I banany

Rozrzucone, nie w stosy zebrane
Stosy
Grana
Grona
Stroma
Sok gronowy
Ból głowy
Stroma, góra stroma chloroplastu, plastyk
Pierwszy cud w Kanie
Jezus pijany
Plastyk
Supraśl
Suprajs
Najs surprajs
‘Sap Gajs
‘Sap Gejs
Gajs gaja
‘Sap Gejser
Gaja gej
Gaja gejser

Gaja gesler
Sergej Gesler
Sir Gay Gessler
Gay Guy Fawkes
Sir Gay Siergiej
Good Guy Greg
Opracowania
Lektury
The good, the bad and the gay
Bzdury
Konfitury
Ty chuju ponury
Marmolada
Z bananów
Sto kilogramów
Jebanych bananów
Zero koma jeden tony
Z Szopena fortepianu
Coma
Śpiączka Szopena
Nagi Szopen
Człowiek-Widmo
Nagi szopen w śpiączce
Kabura Stachura gościnnie
I rzeżączce
Rzęzi w śpiączce Kazik Szopen
Kabura Stachura
ACTA to nie cenzura

Kazimierz zawsze Szopenowski
ACTA
SOPA
CIPA
Jest 21:37
Children’s Internet Protection Act
Czy ty wiesz, co to znaczy
Magik spada właśnie
Co to jest za godzina
Pożegnał kolegów, spada do domu
Ojca
Wieczorynka się zaczyna
Ojciec jest jeden
I ma męża
Nikomu nie mówcie “Ojcze”
Bowiem, jak mówi dobra księga
“Mamełe!”
A mamełe olała
W Ałszwicu
“Kodeinę filtruj tylko z antidolu” rzekł Pan
W Auszficu bylem rok
Tak dla picu
Kode9
Dla picu, dla jaj
Tak dla pieców
Rzekł Mordechaj
“TAK!” dla pieców w Polsce
Prawa pieców szanowane być muszą
Piece to polska gmina
Pierdolę nie palę
Gumę palę
Opony
Pierdolę, na palu
Mózgowe
Powieszono Pana
Opony mózgowe
Zapalenie opon
Tires
Zawieszenie systemu
Tired tires
Tyrezjasz
Tyrezjasz. Cycki.
Tyrezjasz terencjasz tezeusz
Te Deus
Ojciec Mateusz
Te, deus
Te Deum laudanum
Przynieś browara
Laudate dominum
Deus Ex Machina
Deus Sex Maszina
Od zmierzchu do świtu
Rodrigueza ból odbytu

Od Zmierzchu
Do Kerouaka
Od zmierzchu ból dupy Kerłaka
Matki Polki
Kerłak urodzon dwunastego marca
Ojca Polaka
Marcują koty
Idy marcowe
Kerłak i Staszewski z tego samego dnia
Staszewski mecenas
Ty nie będziesz chomikować plików.
Będziesz gnić w puszce
Miast słuchać
Wiosennych pszczół bzyków
Puszczę Kult w puszce
Z rozmagnetyzowanej taśmy
Nie puszczę cię z puszki
Napuszone włosy zetnij
Puszczaj, bo popuszczę
Ze swego łona
Kurwo pierdolona
Łona Webber
Syfilisem zarażona
Syf i lis
Syf trzymał w dziobie kawał sera
Buonasera
Buena, sir!
Chuj w odbyt ci, sir!
Nie jestem serem
Jestem merem
Zerem
Merem Paryża
Białym soldierem
Żołnierzem białej rasy
Czerwone lampasy
Lembasy

Nygusem niggasem
Ale przejdzie mi to z czasem.
Czasem z kwasem
Z ambarasem
Zenonem na granicy
Z kwasem czasem, z Zenonem na granicy
Wypijemy śliwowicy
Zagryziemy chlebem
I tymczasem
Poczęstuję was
Złamanym kutasem
Pisałem to ja, Borys
Boris Vian copyright. All right?
All right
Left, right, left
Left! Right! Left!
A ja jestem
Le Déserteur.


Powyższy tekst jest efektem współpracy Kamila Mirosława (czcionka prosta) i Syna Andrzeja (czcionka pochyła). Chcielibyśmy móc powiedzieć, że to przykład pełnego automatyzmu, jednakże proces tworzenia był kilkukrotnie przerywany po to, by powrócić do miejsc, w których zaczynały się zbyt wielkie rozbieżności słowne czy tematyczne między piszącymi. Kolejność pozostawionych wypowiedzi w powyższym została jednak zachowana, a poprawione zostały tylko pewne literówki, wynikające z pospiesznego zapisywania płynących jak burza myśli na komputerze (Kamil Mirosław) i telefonie (Syn Andrzeja). Niewykluczone są kontynuacja tego tekstu oraz inne kolaboracje członków Kartelu.

Opublikowano Kamil Mirosław, syn Andrzeja | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz